Jako dziecko uczyłam się latać, może nie przy pomocy miotły jak to zwykle robią czarodziejki, ale przy pomocy małych rączek - rozkładałam je i udawałam wielkiego latającego w przestworzach ptaka - niestety było to na tyle realnie, że w większości przypadków wielkiem fuksem uchodziłam z życiem.
Na szczęście zawsze jak wpadłam na jakiś genialny “anormalny” pomysł to przy moim boku stawał mój Anioł Stróż i cokolwiek by się nie działo chronił mnie od złego. Myśle, że jest tak do dziś…
100 000 tys. myśli na sekundę, milion zrobionych spontanicznych rzeczy z lepszym lub gorszym skutkiem… przez całe życie ciągle w biegu taka jestem, ale potrafię się zatrzymać na chwilę i poczarować dla Was troszeczkę…
Justyna